A liczba wyświetleń ciągle rośnie ^^!

niedziela, 18 września 2011

Rozszerzona relacja na życzenie :) cz. 2- Warszawa












Nadszedł wreszcie czas na drugą część relacji. Załamałam się trochę, ponieważ nadmiar obowiązków (kurs,praktyki, no i dodatkowo choroba), całkowicie pozbawił mnie czasu na pisanie notek na blogu... Staram się jednak, czego dowodem jest ta notka, która powstaje na raty :D Mam nadzieję,że wybaczycie mi tą długą nieobecność. Zapraszam na wegańską podróż po Warszawie!
W stolicy spędziłam prawie 3 dni, co w zupełności starczyło na odszukanie i tak wielu wspaniałych, wegańskich miejsc. Od czego by tu zacząć... Może od tego co oczywiste? Oczywiście mowa o Loving Hut :) Kto nie był niech żałuje! Raj dla wegan, którzy są miłośnikami orientalnego jedzenia. Najmocniejszą stroną tego miejsca jest fakt całkowitej weganizacji menu. Byłam w siódmym niebie mogąc grymasić nad każdym, dosłownie każdym, daniem.  Zamówione potrawy okazały się pyszne,a porcje ogromne. Hitem jest ciasto z liści pandanowca (szczerze nie miałam pojęcia co to jest).Pychotka! Lokal nie jest drogi i smakowity. Za co odjęłabym punkty? Za miejsce. Wystrój jest "surowy",a lokal mały. Nie zmienia to jednak mego uwielbienia dla tej restauracji :) Gdy los przygna Was do Warszawy, uznajcie odwiedzenie tej knajpki za Wasz obowiązek :D

Kolejnym fajnym,a odkrytym przypadkowo, miejscem jest Chilli Kebab. Kebab w nazwie nie wróży nic dobrego,a tu takie zaskoczenie. Serwują tu przepyszny, cytuję, "Humos z ciesiorki" i falafel :) Obsługa iście indyjska, co z każdym dniem pobytu w Warszawie, było dla mnie coraz mniejszym zdziwieniem. Nie wiem czy wiecie, ale Warszawa jest siedzibą Hindusów. Wszędzie pełno indyjskich lokali i sklepów. Chyba właśnie za to tak pokochałam Warszawę. Wróćmy jednak do tematu :) Jedzonko w Chilli Kebabie jest tanie, porcje wielkością nie porażają, ale potrawy są smaczne i w większości zweganizowane (oczywiście część niekebabowa :)).

Oczywiście odwiedziłam też słynne Vege Miasto. Zachwycił mnie nietypowy wystrój tego miejsca. Pomieszanie orientu z nowoczesnością szczególnie przypadło mi do gustu. Menu zaskoczyło mnie swoją wszechstronnością, ale i dość wygórowanymi cenami. Po zapoznaniu się z wyceną dań, spodziewałam się solidnych porcji, niestety trochę się rozczarowałam. Serwowane potrawy były wyśmienite, jednak "maławe", zwłaszcza, jeżeli weźmiemy pod uwagę ich cenę. Ogólnie podsumowując lokal ten jest godny polecenia, jednak zdecydowanie nie nadaje się na codzienne stołowanie. Nie zmienia to jednak faktu,że Vege Miasto oczarowuje wszystkich swym urokiem. 

Będąc w Warszawie, skorzystałam też z okazji i osobiście obkupiłam się w Evergreenie. Minusem jest lokalizacja, ale zdecydowanie warto się pomęczyć! Gdy udało mi się tam w końcu dotrzeć, wreszcie mogłam wszystko osobiście "obmacać"i pooglądać. Dla tych, którzy spodziewają się typowego sklepu, może to być małe rozczarowanie, ponieważ siedziba Evergreena umieszczona jest w domku jednorodzinnym. Nie zrażajcie się tym jednak! Obsługa jest przemiła,a asortyment bogaty :) Z tej wyprawy wracałam obładowana i spełniona kulinarnie... Okupiłam się w sery i dzięki temu, zaraz po powrocie mogłam opatentować przepis na idealną pizzę... Ale o tym może kiedy indziej :D


Dużym zaskoczeniem był dla mnie fakt,że w kawiarni Magdy Gessler można wybić kawę na mleku sojowym. Pochwalam, aprobuję i cieszę się,że coraz więcej restauracji myśli o nas - weganach. Zachwyciło mnie też kilka kanapek marki Gessler, tak więc polecam :)!

Kończąc tę relację chciałabym podkreślić, że Warszawę i Warszawiaków, mimo wielu krążących stereotypów, da się lubić! Była to moja druga wizyta w tym mieście i tym razem po uszy zakochałam się w stolicy, ponieważ miałam szansę lepiej ją poznać. Mam nadzieję,że czeka nas długi i udany romans kulinarno- wypadowy :D

4 komentarze:

  1. Fajna relacja.
    Ale zastanowiłam się dlaczego nas się nie lubi?
    A może to nie my jesteśmy powodem,tylko stereotyp,że warszawiak to ,ktoś z innej planety'?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze się z drugiej relacji bo regularnie czykam twojego bloga i cieszy mnie kazdy nowy przepis :)
    Zazdroszcze Ci oczywiście pozytywnie wypadu do Wawy i Sopotu bo od jakiego czasu juz mam chrapke na Lody w Sopocie i obiad a teraz widze ,że to ciasto rowniez w Loving Hut :)
    Potem jeszcze chcialabym pojechac do Berlina do weganskiego supermarketu o ktorym ostanio czytalam na dwoch wspanialych blogac a potem zalozenie wlasnej kawiarni weganskiej co jest dla mnie priorytetem w chwili obecnej :) A ze widze ,że innym sie udaje to mysle boie ze mi tez sie uda :)
    A o pani Magdzie Gessler wypowiadac sie dlugo nie bede bo mialam okazje spotkac ja na zywo i wyczuwam od niej tak negatywne wibracje ,że to co o niej myslalam przed spotkaniem nadal podtrzymuje niestety.ale niestety na swiecie nie mieszkaja sami fajni ludzie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podoba mi sie Twoja relaca :) i zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja jako warszawianka moge stwierdzic ze wybrałaś świetne miejsca na swoją vege-podróż;)

    Loving Hut jest przepyszne! ciasto z liści pandonowca( z różową polewą!) to moj ulubiony słodycz na mieście;)

    Vege miasto rozczarowało mnie wiele razy, nie bójmy sie stwierdzenia że jest bardzo drogo.a i przyjemność jedzenia wątpliwa.no chyba że vegańskie lody...

    MG Eat choć byłam tam tylo raz bardzo mnie zraziło po tym jak za szklanke swieżego soku z marchewki przyszło mi zapłacić 12zł.sprawiedliwie jest tam o tyle że kanapki po 20:00 sa tańsze o 50%

    będąc w stolicy warto wpaść jeszcze tu:
    http://www.au-lac.pl/index.php

    OdpowiedzUsuń