A liczba wyświetleń ciągle rośnie ^^!

czwartek, 13 czerwca 2013

Śliwki w czekoladzie z jagodami goji

Konkurs na zdrowy deser został rozstrzygnięty. Książka jutro wystartuje do swojej nowej właścicielki - Weroniki :) Dziękuję Wam za wszystkie przesłane przepisy! Oglądając zdjęcia Waszych deserów oblizywałam się ze smakiem i z trudem powstrzymywałam się przed napadem na kuchnię ;)  
Mam nadzieję, że przepis, który podbił moje serce, podbije także Wasze :) Przed Wami RAW śliwki w wykonaniu Weroniki  :)! Zdrowo, smacznie, ślicznie i kreatywnie. Przepis idealny ;)





Składniki:
 ekologiczne śliwki suszone
 ekologiczne daktyle suszone
kakao
  suszone jagody goji
 
Przepis:
Daktyle mielimy blenderem, w trakcie dodajemy kakao (ilość dowolna, można po trochu dodawać i próbować; tak aby powstał jak najbardziej odpowiadający nam czekoladowy smak ;). Jeśli mamy słaby blender to daktyle można wcześniej na chwilę zanurzyć w wodzie a potem odsączyć. Suszone śliwki oblepiamy daktylową masą i turlamy kule, które następnie obtaczamy w zmielonych (w blenderze lub młynku do kawy) jagodach goji. Najlepiej smakują po schłodzeniu w lodówce :) 


Weronice jeszcze raz gratuluję, a Wam życzę smacznego :)!

środa, 29 maja 2013

Słodki konkurs

Udało nam się! Tak jak obiecywałam, wraz z przekroczeniem 1000 fanów na facebooku, organizuję konkurs :) I oto jest! Długo kombinowałam jakie zadanie dla Was wymyślić. W głowie pojawiał mi się pomysł za pomysłem, ale żaden nie był właściwy. Okazało się, że daleko szukałam, a blisko znalazłam ;) Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, Roślinożerka jest łasuchem i uwielbia desery, ciastka i inne słodkości. Z tym też związane będzie zadanie konkursowe :) Ogłaszam konkurs na zdrowy, wegański deser. Podkreśliłam słowo zdrowy, ponieważ chciałabym uniknąć taplających się w tłuszczu wypieków i chipsopodobnych cudów ;) Pod słowem deser kryją się ciasta, koktajle, słodkie i słone (jeżeli uda Wam się mnie przekonać, że mogą być deserem ;)) przekąski, owocowe pucharki i inne smakowitości :) To od Was zależy co wybierzecie :) Teraz czas na kilka konkursowych zasad.

1. Polub moją stronę na facebooku :)
2. Zadanie konkursowe : Do 9 czerwca, do godziny 21.00 prześlij przepis na zdrowy, wegański deser wraz ze zdjęciem, na mojego maila - alexanderka@autograf.pl
3. Wyniki zostaną ogłoszone 10 czerwca w godzinach wieczornych :)

Hmmm... Pewnie czekacie na informację co będzie nagrodą. I słusznie :) Oprócz publikacji wybranego przepisu na blogu, do zwycięzcy powędruje...




 magiczna, przepyszna, wegetariańsko- wegańska książka kucharska Joli Słomy i Mirka Trymbulaka :)

Każdy weganin powinien mieć ją w swojej kolekcji ;)

Do dzieła Kochani! Z niecierpliwością czekam na Wasze przepisy :)!!

sobota, 4 maja 2013

Wegański kopczyk kreta

Jak widzicie, czujecie i słyszycie, ciągle jestem w biegu... Poważnie zastanawiałam się nad zawieszeniem bloga, bo czuję, że Was zawodzę. Wiem, że część z Was dzielnie czeka na przepisy, liczy na regularne posty, ale aktualnie Roślinożerka nie nadąża za swoim życiem... Postanowiłam jednak nie zawieszać działalności, bo kocham to miejsce, moich czytelników i gotowanie, ale muszę Was prosić o dużą dozę wyrozumiałości. Jeżeli będę miała chociaż małą chwilę (tak jak teraz), to od razu będę tutaj "wbiegać" i wklejać jakieś smakowite kąski :) Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i pozwolicie sobie to wynagradzać przepysznymi smakołykami :) 
Dziś ciacho znane z bloga Atak ciasta . Siła rażenia tego przepisu była przeogromna, ale może jeszcze na niego nie trafiliście? Koniecznie musicie to nadrobić i skosztować tego wegańskiego nieba w gębie :)





Składniki:

Ciasto:

4 szklanki mąki
1 szklanka cukru
1 szklanka oleju
1 i 1/2 szklanki wody
2 łyżeczki sody
3 łyżki kakao
Krem:
1 kostka tofu naturalnego
1 i 1/2 szklanki płatków ryżowych
1 i 1/2 szklanki mleka sojowego
kilka kropel aromatu śmietankowego
4 łyżeczki cukru
  4 kostki gorzkiej czekolady

+ 2 banany i odrobina soku z cytryny

Mieszamy składniki na ciasto: najpierw suche, następnie dodajemy mokre. Gotowe ciasto przelewamy do tortownicy i pieczemy ok 35 minut w 180 stopniach. Upieczone ciasto zostawiamy do wystygnięcia, następnie przekrawamy na dwie części ( dolna może być odrobinę cieńsza). Górną część kruszymy na małe kawałeczki, w dolnej natomiast wydrążamy delikatny dołek (w nienaruszonej wersji zostawiamy tylko brzegi ciasta- ok 1,5 cm). Rozdrobnione tofu wrzucamy razem z ugotowanymi (według instrukcji na opakowaniu:)), przestudzonymi płatkami ryżowymi do blendera. Dosładzamy do smaku, dodajemy aromat i ponownie blendujemy. Gdy masa będzie już chłodna, ścieramy do niej, na grubych oczkach, gorzką czekoladę. Całość delikatnie mieszamy. Banany kroimy na pól (wzdłuż) i dopasowujemy ich długość do naszego wgłębienia w cieście. Ułożone banany skrapiamy odrobiną soku z cytryny. Nadszedł czas na krem :) Nakładamy go na banany i formujemy kopczyk. Wierzch "oblepiamy" pokruszonym ciastem i gotowe! Kopiec przed podaniem należy schłodzić, najlepiej wsadzić go do lodówki na około godzinę przed serwowaniem :)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Pieczone pierogi ze szpinakiem i tofu a'la feta

Roślinożerka znów nie ma czasu na eksperymentowanie w kuchni, bo pochłania ją wiele innych, niestety ważniejszych spraw. Dopiero dziś dotarło do mnie jak dawno niczym Was nie poczęstowałam! Od razu postanowiłam się poprawić i dać każdemu z Was po gryzie pierożka ;) Skusicie się? Obiecuję, że będą Wam smakować :)




Składniki:
 ciasto:
2 szklanki mąki
2/3 szklanki ciepłego mleka sojowego
20-30 gram drożdży
1 łyżeczka cukru
2 łyżki oliwy 
szczypta soli

farsz:
500 g mrożonego szpinaku
czosnek
cebula
1 łyżeczka sosu sojowego
pieprz
sól

tofu a'la feta:
1 kostka tofu
2 łyżki oliwy
1 i 1/2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka oregano
1 łyżeczka soli
1/2 łyżeczki czerwonej papryki

Przepis:
Zaczynamy od przygotowania fety. Kostkę tofu kroimy na kwadraciki o bokach ok 1 cm. W misce mieszamy wszystkie składniki marynaty, wrzucamy do niej tofu, delikatnie mieszamy i odstawiamy do lodówki na minimum 1 godzinę :) 
Teraz czas na ciasto. Mąkę mieszamy z solą. W osobnej misce łączymy mleko, drożdże, cukier i oliwę. Powoli przelewamy mokre składniki do mąki, mieszamy, chwilę wyrabiamy, formujemy kulę i odkładamy w ciepłe miejsce na około 40 minut. 
Szpinak wrzucamy na patelnię, dodajemy do niego posiekaną cebulę i czosnek, następnie doprawiamy sosem sojowym, solą i pieprzem do smaku.
Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy na cieniutki placek, wycinamy kółka (ja zrobiłam to kubkiem:)) i na każde z nich nakładamy czubatą łyżkę szpinaku oraz kilka kosteczek tofu. Po nafaszerowaniu, sklejamy brzegi naszych pierożków, układamy je na blaszce, smarujemy odrobiną oleju, posypujemy ulubioną przyprawą (u mnie rozmaryn) i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 20 minut.

wtorek, 26 marca 2013

Wegańskie czekolady i vegan burgery w Piece of Cake

Dziś trochę nietypowo, ale mam nadzieję, że komuś przydadzą się informacje zawarte w tym poście ;) Niedawno wzięłam udział w konkursie organizowanym przez sklep Evergreen. Udało mi się wygrać, co sprawiło mi ogromną radość, bo nagrodą był zestaw trzech czekolad! Jako honorowy czekoladożerca nie mogłam doczekać się paczki i codziennie czatowałam na listonosza. Wtem nadszedł ten dzień i przybyły! Trzy! Tylko dla mnie! Pięknie zapakowane, wyglądające jak z żurnala, wegańskie czekolady.


Największą chrapkę miałam na białą, bo to ona spędzała mi sen z powiek, ale postanowiłam zostawić ją na sam koniec - wielki finał. Szelest papierka, trzask czekolady - pierwszy kawałek poszedł... "Hmmmm.... Z orzechami? Jakieś rodzynki?" Pomyślałam, że nie jest źle. Nie tego się spodziewałam, ale jak na czekoladę w pełni wegańską, do tego wyczarowaną na mleku ryżowym, nie jest źle. Przyszedł czas na tę z kawałkami pomarańczy... Procedura ta sama, wielkie wyczekiwanie i ... jest pierwszy kawałek! Zaczęłam go "memlać"... Memlam i memlam i nic! Dla porównania i upewnienia się w swych odczuciach, sięgnęłam po drugi kawałek... I znów nic! Niby czekolada, ale jakoś tak czekolady w niej nie czuć! Syntetyczny posmak pomarańczy jest ledwie zauważalny i zdecydowanie nie zrobił na mnie wrażenia. Po tym smutnym odkryciu stwierdziłam, że zapewne staczam się po równi pochyłej i biała totalnie mnie rozczaruje. Od niechcenia (co by jak najdłużej żyć nadzieją) zaczęłam ją otwierać... Ułamałam kawałek. Jest! Jest smak i do tego wiernie odzwierciedlający moje wspomnienia o białej czekoladzie! Zafascynowana sięgnęłam po kolejny kawałek i znów to samo! Tym razem trafił mi się jeszcze orzeszek, więc miałam podwójną frajdę ;) Zakochałam się w tej czekoladzie bez pamięci! Mimo, że jej współtowarzyszki trochę mnie zawiodły, ona pokazała, że mimo swej wegańskości jest pełnowartościową czekoladą :) Musicie się na nią skusić!

Drugą rzeczą, o której chciałam Wam wspomnieć, to magiczne miejsce, które ostatnio odkryłam w Poznaniu. Przez przypadek, natknęłam się na czyimś facebooku na post o ich burgerach... Piece of Cake, bo o nich mowa, zrewolucjonizowali moje myślenie o wegańskich burgerach. Ale po kolei :) Gdy tylko wyczytałam, że gdzieś w moim mieście serwują wege buły, to już zaraz musiałam tam iść. Od planów od razu przeszłam do czynów i wybrałam się tam z moim Lubym. Już od wejścia czekało mnie spore zaskoczenie, bo spodziewałam się małej, nowoczesnej knajpy, a zastałam artystyczną wariację na temat stylu i ekologii :) Przemiła obsługa ( ten uśmiech jest znany chyba w całym Poznaniu ;)) sprawiła, że poczułam się jeszcze lepiej i bardziej swojsko. Zamówiliśmy jedną z dwóch burgerowych opcji (konfitura pomidorowo- jabłkowa , kotlet szpinakowy, jalapeno, szczypiorek ) i z niecierpliwością wyczekiwaliśmy ich nadejścia.



Gdy się pojawiły, początkowo zrzedła mi mina. Wyglądem nie przypominały tych serwowanych w Maku, nie były wypchane pięcioma warstwami sztucznego czegoś tam i byłam przekonana, że przez to właśnie MUSZĄ być gorsze. Jakież było moje zdziwienie przy pierwszym gryzie! Burger pełną gębą! Konfitura zdziałała cuda i nadała burgerowi szczypty magii... A bułka? To ona zawojowała moje serce... Z głębi serca przepraszam ją, że byłam powierzchowna i oceniłam ją po wyglądzie. Od pierwszego "chapsa" moim marzeniem jest odtworzenie tejże buły w domowym zaciszu ;) Jeżeli jeszcze się wahacie, to powiem Wam, że musicie tego spróbować! Nie byłam co prawda w Berlinie, nie kosztowałam tamtejszych sławetnych vegan burgerów, ale wiem, że to, co serwuje nam Piece od Cake jest fantastyczne, więc wsiadajcie na rower i pędźcie do Poznania na przepyszne wegańskie burgery :)



środa, 20 marca 2013

Potrójnie czekoladowy tort urodzinowy :)

Lata lecą, a Roślinożerka coraz starsza... Dobrze, że dieta wegańska hamuje proces starzenia, bo już bym się sypała ;) Wróćmy jednak do tematów kulinarnych :) Świętowanie urodzin bez wegańskiego tortu to nie świętowanie, więc był i on... Król wśród ciast i władca czekoladowych mórz ;) Nieskromnie powiem Wam, że tegoroczny wypiek powalił na kolana swoich poprzedników. Był tak dobry, że zebrałam na niego świąteczne zamówienia! Podbije serca wytrawnych czekoladoholików, skrytych wielbicieli kakaowych smaków i wymagających kremożerców. Jeżeli zbliża się jakaś specjalna okazja, albo zwyczajnie macie ochotę na odrobinę rozpusty, to ten torcik jest dla Was idealny!



Składniki
ciasto:
1 i 1/2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
1 szklanka zimnej wody
1 łyżka octu
3 łyżki kakao
5 łyżek oleju
1 torebka cukru cynamonowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

krem:
1 duży budyń czekoladowy
2 szklanki mleka sojowego
5 łyżek cukru
100 g wegańskiej margaryny
   
+ kilka kostek gorzkiej czekolady
   150 ml wódki wiśniowej
   100 ml mocnej kawy

Przepis:
Dokładnie mieszamy wszystkie składniki na ciasto, oprócz wody i octu. Następnie do masy dodajemy wodę, a na samym końcu ocet. Ciasto przelewamy do tortownicy i pieczemy około 35- 40 minut w temperaturze 200 stopni. Budyń gotujemy według standardowych zasad, jednak na mniejszej ilości mleka :) Gdy trochę przestygnie (musi być letni), dodajemy do niego po kawałeczku margaryny i miksujemy na gładką masę. Upieczone ciasto odstawiamy do wystygnięcia, następnie przekrawamy je delikatnie na dwie części. Każdą z połówek skrapiamy wódką i kawą, po czym dół dodatkowo smarujemy grubą warstwą kremu. Teraz najtrudniejsze- składamy tort do kupy :) Gdy już nam się to uda, smarujemy wierzch tortu pozostałą częścią kremu. Na koniec ścieramy na tarce gorzką czekoladę i posypujemy nią wierzch naszego torcika :) Wstawiamy ciacho do lodówki, aby się scaliło i podajemy schłodzone :)