A liczba wyświetleń ciągle rośnie ^^!

poniedziałek, 12 listopada 2012

Drugie urodziny Roslinożerki :)! Konkurs!

Cały wczorajszy dzień spędziłam w pracy i zupełnie (wręcz na śmierć ;)) zapomniałam o tym, że 11 listopada, dwa lata temu, założyłam tego bloga! To już dwa lata weganizmu... SZOK! Dwa lata dzielę się z Wami moimi bardziej i mniej udanymi przepisami ;) W głębi serca marzę o tym, że swoimi bazgrołami zaskarbiłam sobie sympatię kilkorga z Was. Różnie bywało, notki czasem nie miały czasu się publikować, ale zawsze cieszyło mnie to, że mogę się z Wami podzielić porcją jedzenia na moim talerzu. Przez te dwa lata rozkręciłam się kulinarnie, moja pasja nabrała na sile. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że trochę się doszkoliłam i mam zamiar dostarczać Wam coraz smakowitszych inspiracji. Z okazji mojego święta przygotowałam dla Was konkurs :) Co będzie nagrodą? NIESPODZIANKA! Osoba, która zwycięży, otrzyma ode mnie paczkę niespodziankę, która, zapewniam Was, wywoła na jej twarzy ogromny uśmiech :) Gwarantuję, iż zawartość paczki będzie w pełni wegańska i kulinarna ;) Zachęceni? Czas na zasady :)




1. Polubcie moją stronę na facebook'u (jeżeli już jesteście moimi fanami, to bardzo się cieszę i dziękuję ;))
2. Zadanie konkursowe: Napiszcie dlaczego trafiliście na mojego wegańskiego bloga i opiszcie swoją największą kulinarną wpadkę oraz to jak z niej wybrneliście :)  Tak, tak! Czas przyznać się do błędów Kochani ;) Najciekawsza odpowiedź zostanie nagrodzona paczką NIESPODZIANKĄ ;)
3.Komentarze z odpowiedziami możecie dodawać pod tym postem do 19 listopada do godziny 20.00 :)
4. Wyniki zostaną ogłoszone 20 listopada w godzinach wieczornych :)


Z niecierpliwością czekam na Wasze opowieści i zaczynam pakować paczkę (ależ ona śliczna! ;D).
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam niespodzianki... Do działa Kochani :D!



12 komentarzy:

  1. że ja też uwielbiam niespodzianki i lubie od dawna Roślinożerkę na facebooku. Trafiałam na Twojego bloga, gdy lekarz kazał ograniczyć mięso z powodu mojej choroby, strony takie jak Twoje pomogły mi i pomagają nadal w trwaniu przy tym bo to mięso ograniczać.


    Największa wpadka to chyba całkiem niedawno gdy chciałam zrobić panierowaną dynię i....ją całkiem rozgotowałam, a skąd ja mogłam wiedzieć, że ona się tak szybko gotuje:P

    I ...zrobiłam dyniowe placuszki:) http://kobiecemysli.pl/artykul/661/placuszki_dyniowe.html - Kobiecemysli.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, zupełnie nie pamiętam jak tu trafiłam... Zapewne na innym wegańskim lub wege blogu znalazłam linka do Twojego, a że czasem lubię pobłądzić po nieznanych zakątkach sieci- wpadłam i robię to do dziś regularnie :)

    Wpadek była cała kupa (kolokwialnie rzecz ujmując)... Największa? Chyba jedne z moich pierwszych naleśników. Trzeba mieć wyjątkowo niską wiedzę na temat wpływu dokładności miksowania ciasta i rozgrzania patelni na efekt końcowy. Oczywiście, wylałam ciasto za wcześnie. Jak z tego wybrnęłam? Uwaga uwaga, bo to bardzo nietypowe i niespodziewane...
    Wywaliłam je.
    A przygotowany farsz zjadłam z makaronem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. na twojego bloga trafiłam jakiś czas temu... przez durszlak...
    przez pyszne zdjęcie...
    ah tak wiem jem oczami...
    najpierw patrze zakochuje się...
    a poźniej produkuje w mojej małej wspanialej fabryce słodyczy zwanej kuchnia...
    Największa kulinarna wpadka heheh...
    wiele ich było... choć nie wiem czy można nazwać je wpadkami, w kuchni najczęściej improwizuje i różne rzeczy się zdążają... swojego czasu nie raz zdarzyło się mi pomylić cukier z solą, palli licho gdy gdy wsypałam łyżkę cukru do zupy zamiast soli... gorzej gdy pół szklanki soli wylądowało w cieście na babeczki... ah ale mam jedną wpadkę która powtarza się cały czas.. piekąc jakiekolwiek ciasteczka zapomnę o ostatniej parit później wyciągam z piekarnika piękne węgielki no ale cóż moje miasto w końcu z węgla słynie :D co tam że pod ziemią produkował się dobry czas ja jestem w stanie wyprodukować go w kilkanaście minut :D Taki mój urok :)


    pozdrawiam madzialandryna4 z http://biteofpassion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze chciałam pogratulować wytrwałości w prowadzeniu bloga i życzę dużych sukcesów kulinarnych!
    Jak trafiłam na Twojego bloga? Moja przyjaciółka prowadziła bardzo aktywny tryb życia, została wegetarianką, później wegankę i chcąc jej pomóc, wytrwać i dać tym samym zdrowe korzyści sobie szperałam po durszlaku i innych stronach i jednym z ciekawszych blogów był właśnie Twój. Piękne zdjęcia, ciekawe przepisy i przyjazny język pisania.
    A teraz czas na najgorsze, czyli na WPADKĘ KULINARNĄ. Mam dopiero 16 lat, więc może nie mam jakiegoś wielkiego doświadczenia itd., ale dobra kucharka nie powinna zapominać o (podkreślam) podstawowych składnikach na babeczki. Było to w wakacje. Piękna pogoda, słoneczko, a więc i piknik! A jak piknik to coś lekkiego i zdrowego. postanowiłam zrobić babeczki marchewkowe (pierwszy raz), ale mając zaledwie 1,5h strasznie się spieszyłam i zapomniałam o MĄCE!! Nie wiem jak do tego doszło, nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło. Babeczki w sumie nie były złe tylko troszkę się rozlatywały (dziwne :D), więc wyjęłam je z papilotek i postanowiłam zrobić deser do domu. Na dno 'babeczka', później rodzynki, bita śmietana i gałka lodów waniliowych. I wiesz co? Deser był jednym z lepszych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj!
    Trafiłam tu dzięki durszlakowi, tak, przyciągnęło mnie zdjęcie, bardzo ładne dodam przy okazji :)

    Mój kulinarny niewypał? Jej od którego tu zacząć! Bardzo często coś nie wychodzi w kuchni, jest to zazwyczaj związane z chęcią eksperymentowania i poznawania nowych technik. Coś co mi nie wyszło ostatnio? Ciasto, było za ciężkie, zakalcowatne, totalnie nie urodziwe. Jak sobie z tym poradziłam? Każdy kawałek, który miał zostać zjedzony, wkładałam do mikrofali, później dodawałam gałkę lodów waniliowych i garść owoców ( chyba malin, ale nie pamiętam dokładnie) Muszę przyznać, że smakowało wyśmienicie :) Czasem nie warto się poddawać!

    Słodko pozdrawiam
    Sweet Housewife

    OdpowiedzUsuń
  6. nie wiem jak, pewnie z odnośnika na innym blogu

    a moja największa wpadka
    pochwaliłam się teściowej że robię najlepsze faworki na świecie. I musiałam je zrobić. To nie był problem. Robiłam je wiele razy. Niestety okazało się że mąka była tak fatalna że strasznie pieniła się na patelni, nie dało się ich smażyć. Teściowa chciała udowodnić mi że ja ich nie umiem robić i też wg jej przepisu się podczas smażenia pieniła. Kupiłyśmy inną mąkę i dało się je usmażyć bez piany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to było w pierwszym roku małżeństwa .... wiec....

      Usuń
  7. zwykle wchodzę na blogi przez blogrolle na innych blogach,więc pewnie w ten sposób tu trafiłam

    wpadka?
    zdarza się statystycznie raz w miesiacu. zawsze to samo. wrzucam ciecierzycę do garnka, zalewam wodą, zostawiam do gotowania. po jakimś czasie dochodzi do mnie potworny smród. ciecierzyca zwęglona, czarny garnek. no nigdy się nie nauczę.
    chyba nie muszę wspominać, że z tego nie da się wybrnąć, można jedynie wietrzyć mieszkanie przez cały dzień, przebrać śmierdzące ciuchy, umyć śmierdzące włosy, próbować uratować garnek i zaplanować inny obiad :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam Cie do taga
    http://www.ecopiekno.blogspot.com/2012/11/wyroznienie-liebster-blog_13.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostałam weganką i zaczelam szukac w sklepach roznych pralin, które mogly by sie okazac wegańskie.Śliwka w czekoladzie i mieszanka krakowska nie zupelnie mnie zadowolily wiec postanowilam sama zrobic sobie pralinki.Wpisalam w google pralinki wegan ,przeszukalam kilka stron i w koncu trafilam pierwszy raz na Twojego bloga .Jak je tylko ujrzalam - takie czekoladowe serca zapakowane w cudne papierki od razu wiedzialam ,ze je zrobie .Zbieranie skladnikow na nie zajelo mi ponad tydzien z powodu margaryny ale napisze jedno warto bylo ! od tego czasu jak chce komus zrobic prezent to nie kupuje sliwki w czekoladzie jak wielu wegan ale wlasnie sama robie te praliny i ladnie ozdabiam :)

    Wpadek kulinarnych mialam sporo - chyba jak kazdy kto gotuje:).Tak wyszlo ze dopiero pod koniec podstawowki pierwszy raz nastawilam wode na herbate pierwszy raz zapalajac zapalke przy czym wytracilam prawie cale ich opakowanie i zasmierdzialam cala kuchnie :] i to byl moj pierwszy wyczyn w kuchni.Przez nastepnych kilka lat nie gotowalam w ogole.Gdy zostalam weganka troche spanikowalam bo balam sie ze nie bede mogla jesc zadnych ciast,ciasteczek itp,ale potem uznalam ,ze nie może byc tak źle.Jaka byla moja radosc gdy zaczelam odkrywac rozne blogi gdzie ludzie pokazywali swoje przepisy - czysto weganskie ! od tamtej pory stalam sie wrecz maniaczka i bardzo ,bardzo czesto piekę,gotuje coraz to nowe rzeczy,Mam wrazenie ,ze jest tego tak duzo ze zycia mi nie wystarczy zeby to wszystko zrobic :] A wracajac do wpadki gdyz przeciez o tym mialam napisac - pomijajac zakalce z ktorych potem powstawaly bajaderki,pomijajac rozgotowany makaron ktory potem znalazl sie w zupie bulionowej i jakos smakowal,pamietam ze najwiekszą dla mnie wpadką , z której wybrnelam byla proba zrobienia plackow ziemniaczanych z odrobina cukini z sosem pieczarkowym z przepisu ,z którego korzystala moja mama od wieków.Na początku zrobilam sos,który wyszedl pyszny ! potem obralam ziemniaki,cukinie i zaczelam wszystko trzec na tarce,a ze moja rodzinka jest dosyc duza to dlugo tarlam.Potem zrobilam swoj miks mąk gdyz chcialam zeby bylo zdrowiej i nie doddalam mąki pszennej tym samym zmienilam przepis mojej mamy nie tylko o brak jajek ,które zastapilam glutkiem z s.lnianego , ale rowniez nie dalam mąki białej,zmiksowalam cieciorke ,trochę platkow owsianych i troszke mąki ziemniaczanej i te maki dodalam do warzyw,glutka i przypraw i wymieszalam.Zadowolona sięgnelam do polki po patelnie teflonową.Z przerazeniem stwierdzilam ze tej patelni nie ma ! zaczelam przeszukiwac cala kuchnie robiac przy tym jeszcze większy balagan,który oczywiscie potem wysprzątalam :] Nie znalazlam patelni wiec ostatnią deską ratunku bylo uzycie starej porysowanej patelni ktorej nikt od lat nie uzywal.Uznalam ze usmaze placki wlasnie na tej patelni,Zaczelam smazyc,dobrze rozgrzalam olej no i stala sie rzecz straszna ! Placki nie chcialy sie smazyc,rozlatywalo sie wszystko i przyklejalo do patelni.Zdesperowana zerkalam tylko na zegar i bylo coraz blizej pory boiadowej wiec postanowilam zrobic z tego tarte ! wlaczylam piekarnik,zagniotlam szybko ciasto,wylepilam nim formę,naklulam,chwilę spod podpieklam i zaczelam myslec o farszu.Nie pamiętam dokladnie co wtedy dodalam ale napewno czosnek i kilka innych przypraw,koperku troche mrozonego,mialam jeszcze z poprzedniego dnia ugotowany ryz i jak spod sie podpiekl to wylozylam dno tarty ryzem i na to polozylam farsz i pieklam przez ponad godzine,pamietam ze troche ta tarta sie kupy nie trzymala ale nie byla surowa ! no i byla pyszna bo wszystkim smakowalo i nikt sie nawet nie zorientowal ,ze to mialy byc placki ziemniaczane do czasu az sie spytalam o patelnie teflonowa no i mama wpadla na to ,ze mialy byc placki :P a patelnia poszla do kosza gdyz moj tato zobaczyl na niej kilka rys i stwierdzil ,ze takiej patelni teflonowje z rysami nie wolno uzywac gdyz moze byc to bardzo szlodliwe i uznal ,ze trzeba kupic nową,ja jeszcze dodalam ze w takim razie trzeba tez pozbyc sie starej patelni :)
    Baśka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Polubiłam na fejsie, chociaż i tak Cię obserwuję automatycznie tutaj, więc wiem kiedy pojawi się coś nowego :)
    Trafiłam tu.. ja wiem, jakoś z pół roku temu? Nie pamiętam jak, ale pamiętam, że twój blog był pierwszym, który przejrzałam cały i zaczęłam kombinować z przepisami. :) Byłam wtedy jeszcze vege i nie do końca rozumiałam weganizm. Ale wiele się od tej pory zmieniło, oj wiele :D
    Moje wpadki ostatnio się nie zdarzają. Tzn zrobię coś co mi średnio smakuje, ale bez tego co było kiedyś.. A jeszcze rok temu.. przypaliłam tosty w piekarniku (były czarne), ryż (garnek do wyrzucenia), rozgotowałam makaron na amen, znowu przypaliłam ryż. :P Po prostu miałam takie mieszkanie, że kuchnia była tak oddzielona, że nawet nie czułam zapachu spalenizny! A ryż raz tak niefartownie przypaliłam, że musiałam wyrzucić garnek, wietrzyć kuchnię, szybko skoczyć do sklepu po nowy ryż (bo akurat wtedy mi się skończył) no i ogólnie katastrofa.
    A! Kulinarna porażka to mi się kojarzy z moją babcią, która świetnie gotuje, ale.. jak jeszcze byłam mała, zrobiła mi jagody ze śmietaną lub mlekiem.. uwielbiałam to. Tylko, że zamiast cukru dała SÓL! :D Było okropne, ale że byłam mała i kochałam babcię, nie chciałam zrobić jej przykrości, więc zjadłam aż pół kubka!
    No i nie dało się wybrnąć ani z soli ani ze spalonego garnka. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hey :)

    Na Twojego bloga wpadłam w bardzo prosty sposób, szukałam idealnego przepisu na czekoladowe ciasto korzenne lub jakiś rodzaj piernika. Było to w okolicach świąt Bożego Narodzenia i właśnie jakieś dwa lata temu :) W prawdzie umieściłaś przepis na murzynka, ale zaintrygował mnie strasznie dodatek ziaren słonecznika i konfitury, że spróbowałam sama go zrobić! Do podanego przepisu dodatkowo dodałam typowe piernikowe przyprawy i co? Tak właśnie powstał idealny świąteczny piernik, którym obiadała się cała moja (niewegańska) rodzina przez święta :) Do dziś jest to mój ulubiony przepis i jeden z niewielu, który nie okazuje się zakalcem (mam straszną tendencję, w zasadzie większość ciast oprócz TEGO i muffinek mi nie wychodzą) Dodatkowo ciasto polane gorzką czekoladą i udekorowane orzechami włoskimi jest faktycznie uzależniające :)
    Jeżeli chodzi o kulinarne wpadki to było ich wiele, począwszy od wspomnianych zakalcach, skończywszy nawet na przypalonej cebuli. W każdym razie najbardziej szalone okazują się najprostsze gafy, czyli w moim wypadku mylenie soli z cukrem i odwrotnie. Dzięki takiej pomyłce powstały lubiane do dziś i przygotowywane już kilkakrotnie przeze mnie : FRYTKI Z CUKEREM. Tak, tak zamiast soli użyłam nieświadomie cukru. Pieczone frytki wymieszałam z ziołami i przez przypadek pocukrowałam. Efekt? Do tamtego czasu nie sądziłam, że frytki mogą dobrze komponować się z cukrem :D

    OdpowiedzUsuń