A liczba wyświetleń ciągle rośnie ^^!

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Lawendowo- cytrynowe ciasto jako spot reklamowy sklepu ze zdrową żywnością i bloga Hello Morning :P

Tak jak obiecałam, opowiem Wam dziś historię o pewnym cieście i przygodzie w sklepie :) Wracając z zajęć postanowiłam wstąpić do sklepu ze zdrową żywnością. Zainspirowana pachnącymi lawendą przepisami Maddy, postanowiłam poeksperymentować. Przeszukałam półki, znalazłam to czego potrzebowałam (lawenda, czubryca i paluszki razowe) i grzecznie stanęłam w kolejce. Przede mną stała Pani (pozdrawiam ją serdecznie :)), która była wyraźnie zainteresowana moimi zakupami. Co jakiś czas się oglądała, aż wreszcie zapytała czy jestem Roślinożerką (przeżyłam szok xD) i po co mi ta lawenda :) Pokrótce opowiedziałam zaskoczona do czego mam jej zamiar użyć, ale Pani dopytywała jak i gdzie znajdzie przepis, tak więc podałam adres bloga Hello Morning i zachęciłam do jego przejrzenia (Pani zapewne jest teraz stałą czytelniczką :)). Po wyjściu klientki, sprzedawca również zapytał o tego bloga i tak oto wegańskie blogi poszły w świat :P Normalnie jestem  żywą reklamą ^^ Przejdźmy jednak do przepisu :)
Składniki:
2 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru
6 łyżeczek oleju
sok z połówki cytryny
skórka z połówki cytryny
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
2 łyżeczki suszonej lawendy
1 szklanka mleka sojowego 
1 łyżeczka aromatu pomarańczowego
Przepis:
Wszystkie suche produkty wsypujemy do jednej miski, a mokre wlewamy do drugiej, następnie mieszamy. Skórkę cytrynową ścieramy na tarce o drobnych oczkach i dodajemy do ciasta. Lawendę dodajemy bezpośrednio do ciasta, delikatnie mieszając, aby nie "zmiażdżyć" kwiatków :) Ciasto przelewamy do wysmarowanej olejem formy (ja wybrałam taką do babki) i pieczemy przez 30-40 min w temperaturze 180 stopni. 

Ciasto jest mięciutkie (wydaje ciekawy dźwięk przy krojeniu - jak świeży chleb :)) i bardzo aromatyczne. Osobiście zakochałam się w lawendzie ^^ Nie przypuszczałam,że smakuje tak samo cudnie jak pachnie :) W najbliższym czasie mam zamiar dalej z nią eksperymentować, po coś przecież kupiłam cały jej woreczek :) 



7 komentarzy:

  1. o raty!!! aż się cała zaczerwieniłam, że mówią o moim blogu na mieście :P

    A lawenda rzeczywiście jest ekstra! z ciekawostek powiem, że u mnie na blogu niebawem pojawią się 2 kwiatowe wypieki i mam nadzieję, że uda mi się w ten sposób przywołać wiosnę. O tak.... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ale pamiętaj,że jak staniesz się sławna, to jest w tym moja zasługa :P swoją drogą może jakieś procenty w muffinkach dostanę :P? Z niecierpliwością czekam na kwiatowe przepisy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. przyjemna niespodzianka. bardzo :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. zabawna historia :).
    Chyba poszukam lawendy... Po sukcesie z sajgonkami (mój chłopak był zachwycony ;D) jestem gotowa do działania w kuchni*! :D

    *Zawsze jestem ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. eżeli to jest ta babka, którą zrobiłaś na dni weganizmu, to muszę przyznać, że pierwsza klasa, a w życiu mym hobbystycznie zajmuję się degustacją wegańskich ciast już od kilku ładnych lat, więc wiem co mówią. Przepis na bank wykorzystam. I dzięki za jej upieczenie. :)

    btw. może po sesji uda się spotkać na kawę, bo ja bardzo chciałabym "ogarnąć" wegan w Poznaniu.

    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, to ta babka :) strasznie się cieszę, że Ci smakowała :) To jeden z moich sprawdzonych przepisów. Nie ma za co dziękować! Co do spotkania, to jasne :)! Z miłą chęcią :D! Mam nadzieję,że znajdziemy idealny termin dla nas obu :)

    OdpowiedzUsuń